Żywiec
Festyn w Żywcu
„Festyn w Żywcu” bardziej niż regaty – w tym roku aura miała swoje plany. Frekwencja „Sportów” też w dolnej strefie stanów niskich. Za to „TIR-ów” dużo. Dobrze że organizator nie podzielił tego jak niektórzy na nowe twory typu „Omega turystyczna” „Omega klasyczna” „Omega stojąca na boji”. Tak w ogóle to wszędzie powinny być tylko „Sporty” i „TIR-y” a klasyfikacja omegi turystycznej być wyliczanką z „Tir-ów” tak jak liczy się juniorów. A może ciekawiej by było gdybyśmy zastosowali system z „Micro”?
Trzy dywizje „Proto” „Racer” „Cruiser” start razem a później wyliczanka z klasyfikacji generalnej…… 40 omeg razem startujących a nie podzielone na 3 klasy…….. Prezesowi zięby to pewnie nie spodobało. W Żywcu Andrzej do mnie krzyczał „ Jarek co robisz Sporty wyprzedzasz…….” Swoją drogą przy takim wietrze kilka „Tirów” by pogoniło „Sporty” w Pucku zresztą także dochodziliśmy te z końca……….
Regaty rozegraliśmy w dwa dni…. w dwa wyścigi. Pierwszego dnia uratowała nas Iza telefonem do „Jędrka” i motorówką – nikt nie wierzył że się uda rozegrać wyścig. Najmniej „Klony” które ponoć oglądały wyścig ze Skrzycznego. Oglądając start „Sportów” nabieram wysokości i jadę połówką pod boję. Tam na lewym startujemy z przewagą wysokości jedziemy do 1 boji , tylko apatycznie „Aventia” jedzie środkiem reszta „dryfuje” do boji.
Na pełnym dostają szkwał od tyłu i dogania nas „Pamparapampam” na odległość kilku długości łodzi. Widzimy motorówkę przy znaku nawietrznym i kombinujemy że to skrócenie trasy. Pilnujemy tyłu i na „żużlowej” halsówce dojeżdżamy do mety. Przy statku widzimy jak Komisja mota AP nad A i wiemy,że to koniec na dziś. Mój sposób prowadzenia łódki w dużym przechyle nie daje spokoju kilku zawodnikom i konsultacje po wyścigu dlaczego nie pływam prosto tylko „się przewracam” trwają nawet przy biesiadzie na festynie. Zmęczony upałem idę spać o 21.00 i wieczornych atrakcji nie znam a że towarzystwo raczej nie chciało się zwierzać to koniec I dnia regat. Drugi to kompletna flauta od rana Około 10.00 zaczynają się ruszać wimple na łódkach ale każdy pokazuje coś innego. Iza wyczuwa że coś się uda i wychodzi na wodę. Organizator zmuszony przez Komisję włącza w tym momencie wiaterek który będzie już wiał do końca dnia. Mało gościnni …… przez dwa dni nic a jak czas na regaty się kończy to wiaterek włączają. Nie mogę się zdecydować którą stronę wybrać . Boja czy statek – wiaterek jest niestabilny postanawiam z środka. Większość wybiera „przy statku na prawym” i odjeżdżają. Na prowadzeniu „Yellow sub marine” POL 159 kupa innych łódek i my na 9 pozycji ale jest jeszcze drugie kółko. „Misza” wypatruje szkwałów i informuje że : „Wysoko wieje mocniej ale bardzo pełno….” Decydujemy się jechać pod brzegiem nisko do tego szkwału. Rzeczywiście po zwrocie jedziemy wszystkim przed dziobami na boję. Pierwsze miejsce na boji i jedziemy na motyla. Za nami „Pamparapampam” jedzie bardziej w lewo nam przeszkadzają łódki jadące na halsówce. Jedziemy w prawo Radek dostaje silniejszy wiatr i jako wewnętrzny ma miejsce na boji. Później pilnuje halsówkę i wygrywa wyścig. Na remisie ponownie – ale jest lepszy w ostatnim wyścigu. W sportach wygrywa Hurt Wody Mineralnej , drugi jest „bezdomny” yyyy bez jeziorny „Kania- Kaniowski” a trzeci „Totolotek”. W Tirach „Oczyszczalnia” Dąbrowa , „Medaliki” Święta Wieża , hm….. trzeci „Zniknął……..” Jeszcze Tomek przyznaje nam tytuł „Brona Roku” za drugą halsówkę
Od Mirona inkasujemy kierownicę do „Multipli” ( mechanik ma na razie problem z montażem) i jedziemy opłotkami do domu aby uniknąć korków.
To najprawdopodobniej ostatnie regaty w których brałem udział. Plan jaki miałem i pewnie marzenia na ten sezon udały się w Pucku. Gdybym wygrał w Żywcu pewnie udało by się obronić pozycje lidera w Pucharze Śląska i Pucharze Polski. Radek pewnie wykorzysta szansę i odrobi stratę na ostatnich regatach. Może sił jeszcze trochę starczy , „Multipla” wytrzyma a „Don Pedro” dołoży z kieszonkowego to pościgamy się w przyszłym sezonie.
Na razie „prawym halsem” do wiosny i nie zapominajcie o czerwonej fladze.











