Puck
Do Pucka na mistrzostwa wybieramy się tydzień wcześniej aby odpocząć od żeglarstwa. Na poważnie. Od maja co tydzień jestem na regatach Puchar Polski , Puchar Śląska a jeszcze jako Pan Sędzia – sędziuje regaty na Poraju. Domki które znaleźliśmy na ulicy Nowej miały być blisko portu ale w Pucku są dwie takie ulice i nie trafiliśmy na właściwą. Ale jesteśmy zadowoleni za sąsiada robi nam „Czorny” z rodzinką i Krzysiek załogant Sławka Skowrona. Sławek wyremontował „okręt” po Giżycku. Do kompletu z Pogorii dobijają „Miś Polski” , „Thor” i jeszcze jedna załoga z „Hutnika” na starym „Miś-u” . Na tej łódce dzięki Markowi startowałem na MP w Imielinie. To te regaty z konkursem rzutu kotwicą. Ale wracając do teraźniejszości , pierwsze dwa dni wylegujemy się na plaży i nadrabiamy zaległości w lekturze. „Don Pedro” zwiedza Park Linowy we „Władku” – wpada w zachwyt i próbuje naciągnąć mnie na jeszcze więcej tras. Nic z tego „Koleżanka Małżonka” widząc jak „Don Pedro” śmiga po linach traci zdolność oddychania na wdechu i dopiero po chwili udaje się przywrócić prawidłową pracę płuc. W środę zjawiamy się w porcie aby poskładać „Piotrusia” – czwartek zarezerwowany mam na staż na mierniczego. Namawiamy chłopaków na wspólną inwestycję w teflon do łódki po czym pastujemy okręty stawiamy maszty i taklujemy. Dzięki „Lionom” mam naprawione zabezpieczenie miecza , choć młotek oddajemy dopiero po zakończeniu regat.
Czwartek to praca na stażu , sprawdzamy opaski ( „Klony” ponoć mnie znienawidziły ) ważymy łódki – litości nie dźwignę wszystkich Wy tylko dźwigacie jedną dwie a mierniczy 30. Załogi poszukują ołowiu, obcinają żagle itp. Dzięki chłopakom z „Nie dotyczy” poważona zostaje także moja łódka. Wieczorem padam na dziób i idę spać .
Piątek od rana ponownie staż. Już o 7.00 ustawia się kolejka na wagę ważymy , mierzymy ale udaje mi się wyrwać na śniadanie. W tak zwanym „międzyczasie” dojeżdża „Misza” i takluje okręt. Zakładamy nowe żagle od „Krawcowej” i schodzimy na wodę. Start do pierwszego wyścigu i…………… wali się mi grot na głowę. Poprawiamy wszystko na tej dziwnej fali i waląc dziobem walczymy. Wywalczyliśmy 8 miejsce super . Wygrywa Radek a 3 następne miejsca zajmują załogi z Pogorii. Fajnie – nauczyłem ich cholera pływać a teraz mnie leją… Drugi wyścig jest lepiej kończymy na 3 miejscu. Trzeci wyścig jedziemy na 2 , 3 miejscu ale nerwy zaczynają się mi gotować. Chłopaki nie wolno krzyczeć boja jak nie jest się pewnym. Dobrze że stał na motorówce sędzia i widział co jest grane. Na Adasia gniewam się do soboty. Ale pod czaszką gotuje się dalej. Tuż przed metą zamiast przejść „Nie dotyczy” za rufą i łapać ich na „prawym” wymuszam miejsce na lewym…… i słyszę że „Bazyl” krzyczy protest…. Nie widzę flagi …. Znów nie widzę flagi …… przekraczam linię mety i ….. widzę flagę zamiast kręcić kółka mieliśmy dużą przewagę gotuję się do końca i spływamy do portu. Fajnie – nauczyłem ich protestować to teraz mnie protestują……. Radek ma po pierwszym dniu 3 punkty – tyle ile my w najlepszym wyścigu. 28 punktów to niezbyt dobry start ale przed nami jeszcze dwa dni regat.
Sobota od rana naprawiamy fartuch od skrzynki mieczowej i nawet się nam udaje. Później czekamy na wiatr kibicując narciarzom wodnym i brydżystom. Robimy także pewną sesję fotograficzną .Wreszcie startują wiatraki trzy wyścigi trzy trzecie miejsca. Nie rozumiemy dlaczego Radek spłyną po pierwszym wyścigu. Mamy po 2 dniach 20 punktów i tracimy niewiele do „Thora” i „Aquaduo” liderem są „WOPR-owcy” z Turawy na co dzień pływający na pięknej łódce „Scotch po Wiskey” . Pamiętam okręt z MP w Tałtach i gdzieś tam pewnie pałęta się w necie zdjęcie. Może dla niektórych to niespodzianka ale to przecież medaliści z ubiegłego roku. Startują na pożyczonej łódce i walczą. „Czorny” pociesza nas przed snem że jutro wszystko może się zdarzyć. Liczymy na dwa wyścigi i na to że Radek nie załapie się na dwie odrzutki . Mamy nad nim 2 punkty przewagi .
Niedziela. Wreszcie wieje. Już na wodzie okazuje się że nie działa stoper. „Misza” urządza maraton poszukiwaniu zastępczego zegarka. Po generałach jakie zafundowały nam sporty od razu wisi „Czarna śmierć”. Startujemy i jedziemy na boję z lekkim niedowierzaniem patrzymy jak walczą z żywiołem inne załogi. Naprawdę tak wieje? Ciśniemy i z każdą chwilą powiększamy przewagę. Wygrywamy. Myślimy że będzie jeszcze tylko jeden wyścig. Gratulujemy zwycięstwa „WOPR-owcom” ( to od koloru łódki oczywiście ) Następny wyścig płyniemy bezstresowo , „Aquaduo” i „Podwodna Pasja” zaliczyły doły mamy medal. Jedziemy tuż za „Thorem” ale liczymy na halsówkę mamy przewagę wagi . Paweł jedzie na jedną boję bramki zawietrznej my na drugą – już wiemy że popełnił błąd jedziemy na pierwszym miejscu do mety. Odrobiliśmy stratę do „Thora” mamy srebro??? Na mecie niespodzianka miła ale……. Będzie 9 wyścig …… Chłopaki mówią że jak przyjedziemy wyżej niż na 4 to wybaczą mi DSQ z III wyścigu…….. ale jakie punkty ma Radek i WOPR-owcy , czyżby znowu walczymy od początku? Walka o medal po drugim dole nie dotyczy „Nie dotyczy” w 4 walczymy o 3 miejsca na pudle Radek, My , WOPR , i rewelacyjny „Thor”. W drodze na start glebę zalicza „Dzyndzoł” wraz z „Nie dotyczy” pomagamy postawić okręt. Motorówki które przypłynęły raczej nam przeszkadzały w akcji ratunkowej ale….. niech się uczą. Adaś jak płetwonurek podziałał jak należy i „Dzyndzoła” uratowaliśmy. Ostatni wyścig dobry start załapujemy się z dobrej strony trasy na odkrętkę która trochę żużluje trasę jedziemy pierwsi do samej mety. Podpływa Marian Krupa na pontonie i pyta „Ile macie punktów” „Misza” odpala „23” Marian analizuje –„Radek 22 a Białas na remisie z POL 88 po 19” Jak to…… medalik nam uciekł………………….. „ Misza jak ty to policzyłeś?” pytamy z „Don Pedro” „No 20 po wczorajszym + 3 za dzisiaj” Hm….. coś mi nie pasuje……… liczę głośno „Liczymy 7 wyścigów 4 po 3 punkty 12 plus 3 jedynki razem 15?” matematyki się nie oszuka ….Wygraliśmy ???? Marian powtarza nasze obliczenia i potwierdza „To jesteście mistrzami” płyniemy w doskonałych humorach do portu. Z lekkim niedowierzaniem że taka jest prawda ale w duszy gra…… pierwszy dzień 28 punktów po drugim 20 a po trzecim 15 ……. Trzeba będzie dokleić drugą złotą gwiazdkę na „Piotrusiu” Jedziemy do kwatery i tam puszcza mi hamulec leci trochę łez gdy dziękuję zonie za wyrozumiałość to także jej sukces – w sumie to ona jest podwójnie złota za męża i syna. Ledwo zdążamy na zakończenie – drugie miejsce zajmują ”Thory” wygrywając lepszymi miejscami z „WOPR-owcami”. Na koniec dygresja jedna z załóg nie ominęła boji ….. a wyścig ukończyła to nie do końca uczciwe ……prawda? Sternikowi powiedziałem o tym prosto w oczy .
Ale teraz czas na fiestę i świętowanie . W końcu to sukces.
Towarzysko impreza udana towarzystwo samo się organizowało. Oprawa??? załogi narzekały że piwa nie było , a w Górkach to chociaż solone orzeszki były……….. Nagród nie dali ….. No ok. Mistrzostwa liczy się wynik ale dyplom sam bym sobie zachował na pamiątkę . Usłyszałem także opinię : „5 łódek jeździ po wynik reszta z rodzinami oprócz wyniku chciała by jakiś atrakcji jak tak będzie jak tutaj i w Giżycku to na następne regaty pojedzie te 5 łódek………” Za Górkami , a właściwie za plażą w Górach to zatęskniła tez moja żona tyko że „Bursztynowy Las” ją straszy do dziś.
W sportach Polibuda zmłóciła wszystkich wyniki znacie . Kilka łódek które na co dzień nie jeździ po Pucharze Polski pokazało że potrafi pływać. Zgadzam się z Romkiem Knasieckim który powiedział mi kiedyś „Aby wygrać Puchar potrzeba kasy, kasy, kasy trochę umieć pływać i mieć szczęście . Złoto na Mistrzostwach smakuje tam nie ma przypadków jesteś dobry lub nie jesteś.”











