Po kolei to było z regatami tak…
Po kolei to było z regatami tak……………
Trzeba czasem w sobotę popracować………….
W tygodniu telefonujemy do Zbyszka
-Słuchaj rozeznaj sprawę gdzie tu w okolicy jakaś impreza
- No, jak to gdzie u Pawła!
- Regaty na Dzierżnie?
- Nie – Pawła wesele………
- Aaaaaaaaaaaa. , ale regaty………
- No w Tychach w sobotę…….
- W Sobotę to ja idę do pracy………………Ale ponoć jest coś na żywcu……..
- Ja idę do Pawła na wesele to nie startuję……..
- A ja chyba pojadę………… Zrobić trening przed Imielinem.
- OOOOOOOOOOOOOOO w Imielinie są w sobotę nocne regaty……
- To ja jadę…………
Tak oto zorganizowaliśmy sobie weekend.
Rano szybko do pracy do 13
Do 14 czynna jest firma spedycyjna, więc szybko po żagle, które miały wrócić z naprawy w Narwalu
O 15 do Poraja pakować okręt
O 16 w Poraju zabierają nam koledzy dowód od przyczepy…………
O 17 Pożyczamy papiery od……… Kolegów z ZHP
O 18 Odbieramy Konego z Obozu gdzie siedzi i męczy młodzież
O 19 zaczynamy naprawę świateł w przyczepie
O 20 rzucamy belkę ze światłami do jeziora
O 21 Znajdujemy starą belkę – o dziwo działa, i jedziemy do Imielina
Po drodze konsultujemy się telefonicznie, o której start…………… Na szczęście sygnał ostrzeżenia jest o 22.30 I poczekają chwileczkę……….
O 22 17 jesteśmy w Imielinie –UWAGA … OBOK OŚRODKA JEST BARDZO GŁOŚNA DYSKOTEKA – SPANIE NA REGATACH TYLKO ZE STOPERAMI !!!!!!
Trenujemy bardzo szybkie stawianie łódki po ciemku, może się kiedyś przyda. Na szczęście przy pomocy miejscowych udaje się nam na czas i o 22. 40 Jesteśmy na wodzie
„Niewieje” i chyba wywrotki nam nie grożą.
Startujemy pełniakiem i stawiamy „spina” hm…. atrakcja niezła omegi z „fokiem na motyla „ płyną w tym samym tempie. Płyną czy dryfują?…… Walczymy z omegą wyprodukowaną przez naszego „Rycerza” jak sprawdzamy w tablicy ogłoszeń startował nawet tam w regatach jako
…………………… załogant. Walka w ciemnościach to duża frajda, Najlepiej wychodzi „ oświecanie” silną latarką sąsiednich łódek. Na drugim kole trafiamy pomiędzy trzy okręty, które służyły za boje i musimy gonić konuręcje. Na trzecim „kole”, „walka z wiatrem” przybiera na sile. Coś jednak dmuchnęło i w niedzielny wczesny poranek kończymy regaty na najwyższym pudle. Naftową Lampę Komandora KŻ Huty Katowice zabieramy do domu…… yyyy do Żywca. Szybkie składanie w ciemnościach łódki może się nam przydać.
Po drzemce w Biurze Komandora ( dzięki Janusz) ruszamy do żywca.
W Żywcu w YKP-ie meldujemy się jako pierwsi a po nas Rysiek Siudy i Andrzej Moroński
Dawno nie widziany Krzyś Pietrzak i jeszcze parę znajomych twarzy.
Sennie składamy okręt. Witamy Mirka Dunata. Jeszcze tylko Otwarcie Uroczyste Regat i odprawa i za 10 minut start kabinówek i 5 minut po nich my. Idziemy na pomost ……. gdy w oparach wpada Zbyszek z ekipą i Średnią ……….. Ale Startu się już nie da przełożyć……..
Trudno………………. ale zaraz a nasz nocny trening? Omegę po widnemu w 2 załogi w 10 minut? Da się zrobić……………….. Tylko „Omegowcy „ to potrafią.
Od ZERA do PŁYWADEŁA w 10 minut Zbyszek, Oskar, Filip,Kasia <Yarek, Kony i Przemo daliśmy radę.
I wyścig to walka z wiatrem i Oskarem tak zwany podmuch za podmuch i mimo że załoga „Średniej” waży tyle co sternik na „Piotrusiu Panu „ to wygrywamy dzięki podmuchowi na ostatniej halsówce.
II wyścig zawalamy start i gonimy Ryśka Siudego , tyle tylko, że na jednym śledziu mieliśmy, 3 halsówki i 4 pełne pokiełbasiło się nam dokładnie i kiedy już dochodzimy konkurenta okazuje się, że to……. Meta. Zbyszek też protestuje, że te kółka i balety to trochę nie tak……. Ale balety i kółka były u Pawła i rozjaśnia się wszystko.
III wyścig prowadzimy i z wyliczeń wynika, że musimy pilnować Ryśka. Korzysta na tym Oskar, który pociągnął 20 metrów dalej odpalił prywatny wiatr i zostawił nas daleko z tyłu.
Regaty Wygrywa Wiatr Ja jestem pierwszy, Oskar drugi,trzeci Rysiek itd.
Do domy wracamy przed 20 zamykając śląską pętlę regatową dwoma zwycięstwami.
Do zobaczenia w Imielinie Nie zapomnijcie stoperów do uszu i wózków do wodowania łodzi.











