Mrągowo by Yareck
Eh……………. Zbudziliśmy się z zimowego snu. Alek zmobilizował nas na tyle że postanowiliśmy odwiedzić Mrągowo. Miasto znane bliżej z operacji „ Naprawa układu wydechowego samochodu Chrysler Voyager podczas regat” dla niewtajemniczonych:
http://www.klasaomega.pl/infozregat.php?w=3&rid=19&sez=2003&relt=78
Alek zachęcił nas na tyle że zamiast wersji „ jedziemy w nocy a rano startujemy” wybraliśmy „ Jedziemy tak żeby dojechać wieczorem” . O dziwo z miasta Świętej Wieży do Janek zajechaliśmy w 2 godziny przez Wawę w 0,5 – rekord świata nieoficjalny w kategorii „Czerwony samochód osobowy z jachtem na przyczepie” i po 12.00 zameldowaliśmy się w „Gościńcu na Molo”. Warunki jakie zastaliśmy powaliły nas na kolana. I z kolan do łóżka.
Wczesnym rankiem, jak co dzień, udałem się po gazetę – wiadomo niema śniadania bez gazety. Niestety gdy wróciłem musiałem pocałować klamkę. Sprawdzając na telefonie która to godzina „7.20” byłem lekko zaniepokojony cóż stało się tak ważnego że nie mogę wejść do pokoju ? Krótki telefon i wyjaśnienie które powaliło mnie na kolana – 2 raz podczas regat
Misza i Miś stawiają łódkę w porcie………… Znów cud .
Z rana fajnie wiało Komisja jak zwykle szybko walczyła ze zgłoszeniami jedynie Janusz K nie za bardzo wierzył że Licencja sportowa PZŻ z ubezpieczeniem wystarcza zamiast standardowego ubezpieczenia OC jachtu. Ale bardziej się opłacało wykupić ubezpieczenie OC w PZŻ za 140 zł na wszystkie starty w regatach w różnych klasach niż na każdą łódkę osobna. Szybkie otwarcie i do łódek. I wyścig bez historii start na lewym spod boji i wygrywamy z dużą przewagą . Ale wiatr siada i zaczynają się dziać nam cuda z nowym grotem .Jeśli doginam maszt achtersztagiem fałda znika . Ale jak siła wiatru maleje to otwiera się góra i wiaterek zamiast nas ciągnąć ucieka. A jak odpuszczamy achter to fałda dzieli grota na II części. II wyścig wygrywamy z rozpędu , ale w III Cinek wywozi nas daaaleko w bok od trasy a wygrywa Olivier. W IV wyścigu tak walczymy z żaglami że płyniemy na ostatnim miejscu i tylko brona w lewo pozwala zakończyć wyścig na II miejscu.
V to już nawet nie wiemy jak płyniemy bo zakończyliśmy na III miejscu a odkrętki i siła wiatru przypominała Bełdany.
Wieczór upłynął na zebraniu ZKO i bankiecie – choć śpiewy trwały do rana to winowajcami byli uczestnicy wesela a nie regatowcy. Swoją drogą zwiedzanie dyskoteki spowodowało że niektórzy wybrali dywan zamiast snu na łóżku z falbankami. Start do niedzielnych wyścigów wcześnie bo o 9.30 . Startujemy i wygrywamy I niedzielny wyścig przez co równamy się z punktami z Olivierem który wygrał w sobotę II wyścigi. Wychodzi na to że w ostatnim wyścigu musimy z nim wygrać albo Olivier nie może być na 1 lub 2 miejscu.
Jakoś tam walczymy łapiemy nawet Wieśka na karę i kontrolujemy ten wyścig płynąc na 3 miejscu. DO momentu gdy widzę że po lewej Cinek i Optix i młodzież z Turowa jadą na szkwałach jak po niemieckiej autostradzie . Postanawiam dojechać do tej autostrady bo jak oni już pojechali daleko do Wiesiek będzie najwyżej 4. No właśnie wszyscy pojechali Wiesiek skrótami , a autostradę zamknęli. Dogoniłem jeszcze El Diablo , nawet Wieśka który był już III ale nie udało się wcisnąć na wewnętrznego na dolnej boji i wyścig skoczyliśmy na IV miejscu . Niestety okazało się że zamienili się sternicy na OptiXie i Olivier zajął 2 miejsce w tym wyścigu…………… I jak to się mówi „ Licz na siebie” a nie na innych i jak mawia Wandaś- „ NRD-owskie pływanie nie jest złe”.
Jak już jesteś nad konkurentem to trzymaj go w stożku i przypłyń przedostatni a regaty wygrasz.
Alek zapisujemy się na przyszły rok. To jedna z najlepszych imprez na jakiej byłem.
Yareck











