Mistrzostwa Polski w Poraju
Mistrzostwa Polski – Poraj
Wszystko zaczęło się w pewien zimowy wieczór, w który usłyszałem dzwonek telefonu
- Słuchaj Jarecki nie wybrałbyś się na zebranie Związku Klasy „Omega” do
Szczecinka?
- No mam tam ciotkę to, czemu nie?
- Ok. to wpadnij do OZŻ- tu po delegację
Wpadłem i pojechałem.
Zebranie odbywało się w jakimś obskurnej willi, której czasy świetności minęły w latach 40 ubiegłego wieku pod egidą Zarządu Miejskiego Ligi Obrony Kraju w Szczecinku.
Prym wiedli członkowie klubu „Polam” LOK ze Szczecinka ( to ten od klanu Bibików, Chomiczów i Lasaka – nie mylić z „Orlę” Szczecinek).
Jeszcze Rumek, Tadzio Grajewski -razem około 15 osób. Imprez pucharowych rozgrywano wtedy w porywach do 6. Siedziałem cicho pod ścianą i gdyby Rumek nie zaproponował MP w Poraju to chyba bym nic nie powiedział.
Ale propozycja padła a ja ją podtrzymałem. Były to czasy, gdy LOK organizował MP i jedyny warunek to taki, aby klub był LOK-owski. Nasz był.
Były to czasy, gdy kapitan Baranowski organizował rejs dla młodzieży z Polski, USA i ZSRR „Pogorią” dookoła Ameryki. Jakoś tam przekonał kogoś w Hucie, aby obóz przygotowawczy był w Poraju.Huta zamówiła w Ostródzie 10 okrętów a przy okazji wyrwaliśmy kasę na jeden od Chomicza.
Minęło trochę czasu i pod koniec wakacji rozpoczęła się budowa ……………….. ołtarza ……. na regaty.
Od samego rana witamy załogi z całej Polski.
LOK Szczecinek jak zwykle chłodnią – starem z 4 omegami za jednym razem.
Drugi Szczecinek „Nyską „ Józka Uszyły
Metalplast -„Roburem”
Przesympatyczny Boguś Tyrcz z Leszna na, TIGERze, który uparł się, że zje trawę.
Ekipa z Rogoźna Żukiem i inne
Zwykle to LOK-owskie „Stary” nauki jazdy jeździły na MP z 2 omegami z każdego województwa na jeden raz, tak, że frekwencja dopisała. 50 jachtów przybyło.
Bardzo ciekawie zapowiadało się rozpoczęcie regat – mszą.
Ponieważ już od tygodni na mszy proboszcz informował o mszy polowej zebrała się cała grupa miejscowych dewotek, a także dygnitarze z LOK –u,wojewoda (TAK CZĘSTOCHOWA TO BYŁO KIEDYŚ MIASTO WOJEWÓDZKIE) i oczywiście uczestnicy regat. No może z wyjątkiem ekipy od Pleszkuna? Chyba oni posiadali okręt Jan Rebeck?
Ksiądz się modli „Półkowniki” klęczą,wojewoda klęczy, i na sakramentalne „Przekażcie sobie znak pokoju……..”W ciszy, z Rebecka pada zdanie, „ Bo jak ci młotkiem przy….dolę to sobie przypomnisz gdzie to wino…………”
Okazało się, że chłopcy tak dobrze je zapakowali żeby się nie potrzaskało, że nie umieli znaleźć a byli lekko wczorajsi a wino…Może nawet i mszalne by się przydało.
Rozeszło się po kościach i na wodę……………..
Silnik na statku komisji warczy komisja ustawiła bojki, przez ten warkot słyszę sędziego jak z przekąsem mówi „……………. baczymy jak nasze orły sobie dadzą radę bo tutaj ścisła czołówka ………………….” ano zobaczymy.
Na start się spóźniamy, robimy bronę w prawo na lewym halsie,potem przekładka na prawy i zaczyna nam podostrzać, i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze. Na bojkę wchodzimy razem z załogą z Gdańska robimy z przewaga 2 trójkąty i jedziemy tuż za nimi , na „pełniaku” przychodzi wiatr od rufy i zaczynają nas doganiać a my Gdańszczaków. Bronią się wyostrzając nas. Ale wiatr mam z tyłu a boja coraz bliżej. Pada propozycja „Wpuścimy was na wewnętrznego a wy puścicie na s na halsówce………………….. „ No cóż przystaję na to i za boją luzuję foka aby ich przepuścić …… niestety fok robi takie zawirowania, że po zawietrznej nas nie wyprzedzą , ostrzej nie pójdziemy, odpaść nie mogę, bo tam są oni, wiaterek odkręca robi się żużel…….
Peleton goni………. Gdańszczanie mówią „… Pas, bo nas dogonią…”
Mamy 1 pole w 1 wyścigu później bywało różnie, ale MP kończymy z Brązem,notabene dzięki Panu Bzdakowi i Gralakowi. Pierwszy obrzygał „gienerała” z LOK-u a drugi szukał u niego Flaszki o 4.00 nad ranem…… Oboje pojechali wcześniej…………… do domu……….
Jeszcze ostatni wyścig gdzie Józek Uszyło musiał wygrać ze mną aby być 3 był emocjonujący bo od startu do mety jechaliśmy hals za hals ale udało się .











