Giżycko
Afrykańskie regaty
I tak miałem jechać na Mazury. Konsultacje z TIR-ami na regatach czy jechać czy nie jechać i wspólna decyzja jedziemy. Aby nie płynąc w rzece asfaltu, która kiedyś stanowiła drogę krajową numer 1 i 8 postanowiłem wystartować o 2 w nocy. Ruch jednak dość duży a odległość spora. Do warszawy jest OK. za Warszawą już natężenie ruchu wzrasta a temperatura powietrza osiąga 25 st C o 8.00 rano. W Kolnie zatrzymuje nas sympatyczny podwójny patrol Straży Miejskiej i Policji wręczając fotkę łódki na przyczepie. Już samym Giżycku weteran regatowych tras, – Multipla wydaje dziwne dźwięki, strzelając gazem odmawia jazdy. Temperatura około 40 stopni w słońcu a autko … silnik pracuje, ale jak wrzucamy bieg nie chce jechać. Siłą rozpędu docieramy na LOK, ale dalej czeka nas pchanie autka z przyczepą. Po tygodniowym rejsie na szlaku WJM odebrałem auto z nowymi świecami zapłonowymi – na starych popękał porcelit i „nie prądziły” jak należy.
Pierwszą czynnością była kąpiel w jeziorze a drugą rejs klubowym jachtem „ENIF” z Kisajna do portu LOK – owskiego . Echosonda zmierzyła temperaturę wody na 25,4 st c . Stawiamy piotra i idziemy spać. Znaczy próbujemy, grodzie na jachcie wpadają w rezonans od dyskotekowej muzyki z namiotu. Niby znałem to z poprzednich regat na Micro, ale wtedy mniejsi to przeszkadzało. Rano zapisy do regat żal tylko, że drogo. Chłopaki szukają kogoś, aby pomierzyć nowe żagle, ale ich to „nie dotyczy”.
Startujemy na trasie z „Micro” a specyficzna trasa ustawiona dla nich wprowadza zamieszanie i niektóre Sporty walczą nie na tych bojach, co potrzeba. W upale gotuje się nam głowa a wiaterek do 4 st B powoduje fajne żeglowanie. Niestety dla nas w jednym wyścigu przychodzi wiaterek z tyły i nas doganiają w innym na odkrędce przegania nas „Podwodna Pasja”, ale za to, „Bazyl” doje nam w prezencie II miejsce w jednym z wyścigów. Ostatni wygrywamy i taplamy się w wodzie oczekując na zapowiedziany ( i zapłacony) bankiet.
Średniej jakości było ponoć – nie dotarłem zwabiony na „Morskie opowieści” kolegów żeglarzy z Giżycka – szczególnie Jurka Kulewicza, który wspominał czasy, gdy ścigaliśmy się na omegach, który to był rok??? 1986 stanęło na tym że tylko Romek Knasiecki i ja małolat wtedy zostaliśmy na wodzie. Ale za to niedziela…..Po odnalezieniu „Don Pedra” który zaginął poprzedniego wieczoru porwany przez „3 nimfy” przywiezione na regaty rzez „Miszę” . Atrakcyjne musiało być „Wesołe Miasteczko” w Giżycku……
Tak więc po odnalezieniu „Don Pedra” schodzimy na wodę wieje „NIC” do MNIEJ NIŻ NIC” na pagajach płyniemy na trasę regat. Po drodze łapiemy stopa statek – z ekipą TVP Olsztyn i produkujemy się jako TV STAR. ( Wiem wypadłem okropnie) Później bawimy się w kotka i myszkę z komisja która szuka wiatru. W końcu znalazła i puszcza wyścig. Bez Sławka który został staranowany przez Olsztyniaków. Sytuacja układa się tak że Radek nam ucieka i wyraźnie pilnuje postanawiamy spróbować wywieść go w krzaki , załapał doła w sobotę i drugi w niedziele nie byłby już do odrzutki. Jedzie za nami pod brzeg ale na boję jedziemy razem ze wszystkimi „Aquaduo” i „Perkoz” na czele mijamy statek KR który oddzwania Micro a na maszcie wisi AP nad A co oznacza że wyścigów nie będzie ustne przepychanki powodują że chłopaki nie znając sygnałów zawracają. Wyścig wygrywa Radek , ja myślę że jestem II bo „Perkoz” nie ominął boji ale KR zalicza mu II miejsce a najbardziej poszkodowany jest „Bazyl który raz jeszcze zawraca i mija boję prawidłowo. Nie ma jednak chętnych do protestowania……A Adaś z nerwów skubie trawę i nie może się pogodzić z sytuacją. Więc znów wychodzi na moje na brzegu – jesteśmy kumplami – na wodzie czerwona flaga nie jest oznaką braku sympatii tylko elementem żeglarstwa. Swoją drogą w Pucku robimy zrzutę na Oksy dla „Perkoza” drugi raz ma problemy z prawidłowym ominięciem boji. Zakończenie dłuuugie klas od cholery a w nagrodę szklane statuetki i losowane nagrody. Jeszcze tylko zapłacić za bezpłatne pole namiotowe i …….. Ja zostaje na rejsie……..











